Wjeżdżając do Kluk na wstępie uderza nas niesamowita autentyczność tego miejsca.
Niewiele brakowało, a nie zachowałyby się żadne oryginalne chałupy „w kratę”, które możemy dziś podziwiać w Skansenie. W czasie kiedy powstawała muzealna zagroda, szachulcowe budyneczki nie były specjalnie wyjątkowe.


Stan ten zmienił się w latach 70, XX wieku, kiedy to rdzenni mieszkańcy wsi słowińskich zaczęli wyjeżdżać, a budynki pustoszeć i popadać w ruinę. Władze postanowiły je wyburzać, ale dzięki muzealnikom ze Słupska udało się część uratować i przenieść do Kluk… Uff!
Dzięki temu możemy dziś podziwiać na żywo kawał historii zaklętej w tych wyjątkowych chałupkach.

Zagrody umiejscowione są po dwóch stronach publicznej drogi. Czujemy się tu na wsi, jak w magicznym miejscu leżącym na krańcu świata… Chałupy w tym regionie musiały być bardzo lekkie , żeby nie zapadały się na podmokłym, dość niestabilnym podłożu – dlatego konstrukcje szkieletowe wypełniano strychulcem, a dachy pokrywała trzcina jeziorna, bo przecież w tym regionie była łatwo dostępna.

 

Kiedy mamy zamiar wybrać się do Kluk, warto wziąć pod uwagę fakt , że masa atrakcji ukazujących na żywo kawał historii, będzie na nas czekałą szczególnie w okresie majówki, kiedy to odbywa się w Skansenie impereza plenerowa zwana Czarnym Weselem.

Jedną z nich jest możliwość posłuchania na żywo grania, a nawet śpiewów regionalnych zespołów ludowych. Ulę ciężko było namówić na dalsze zwiedzanie, kiedy przycupnęliśmy pod jedną z chałup posłuchać i podziwiać. Dopiero przerwa zespołu pozwoliła przekonać ją do ruszenia dalej. I nie musieliśmy daleko spacerować, żeby cieszyć się kolejną atrakcją! Na łączce pomiędzy zagrodami można zajadać się przygotowanymi przez wiejskie Gospodynie przysmakami! Żurek, chlebek swojski ze smalcem i kiszonym ogórem, a na deser domowego wypieku ciasta! Za grosze! Szaleństwo 😉

 

Gdy zajrzymy do magazynu sprzętu rybackiego, szukajmy rybaka- który za pomocą KLESZCZKI wyrabia i naprawia sieci rybackie. Dawniej to właśnie rybołóstwo, było głównym zajęciem mężczyzn w tym regionie.

 

Spacerując w tym prawdziwie wiejskim, historycznym klimacie co krok napotykają nas niespodzianki!

W każdej prawie chałupie można podziwiać sprzęty użytku codziennego, wyposażenie, narzędzia- ale i ludowe stroje. Przy jednej pogrywa Pan w ludowym stroju na akordeonie, w drugiej można spróbować swoich sił wyrabiając masło w kierzynce ( zważając na rosnące ceny masła, dziś bardzo przydatna umiejętność 😉 ), w kolejnej maglować pościel drewnianym maglem, a w następnej kręci się wrzeciono.

Jeśli któryś z domowników ma problem z docenieniem sprzętu jakim jest pralka automatyczna, może posiłować się ze specjalnym DZWONEM lub TARĄ, wówczas wstawianie prania w domu będzie przyjemnością! Gwarantuję 🙂 Warto tutaj również wszystko podpatrywać! nawet Pana rzemieślnika w trakcie robienia butów dla… KONIA! Tak drodzy, takie drewniane KLUMPY pozwalały koniom swobodniej poruszać się na tych bagiennych terenach.

Na zakończenie spacerku zostawiamy zawsze kopanie torfu ( sprawcy imprezy) , które dawniej wypadało  również na początku maja. Wtedy poziom wody spadał na tyle, że pozwalał kopać -a do jesieni torf miał czas na spokojne wysychanie. Dlaczego był tak ważnym elementem życia mieszkańców wsi słowińskich?
Sprawiał CIEPŁO!
Dosłownie! Wykopanie i ususzenie odpowiedniej ilości torfu pozwalało na spokojne przeżycie zimy- w cieplutkiej chałupie. Jeśli macie ochotę możecie pociosać równiutkie kosteczki!

 

Podobało się?!
A może już w maju spróbujecie sami przenieść się w czasie ? 😉
Serdecznie polecamy!

 

Nasza Rada: Muzeum warto odwiedzić w majówkę. Od 1 do 3 maja na terenie Skansenu odbywa się genialna plenerowa impreza – Czarne Wesele, ale warto śledzić też na stronie internetowej- plan wydarzeń, może akurat w czasie kiedy będziecie planować odwiedzić skansen będzie działo się coś ciekawego … zawsze to dodatkowe atrakcje, zwłaszcza dla dzieci 😉

 

Udostępnij: