Są takie magiczne zakątki w Tatrach, które nawet w sezonie zaskakują nas ciszą i spokojem.
Dają możliwość nie tylko podziwiania, ale również wsłuchiwania się w głos górskiego życia. Na malutką łączkę, która będzie naszym celem -ruszamy startując w Kirach, skąd rozpoczynamy wędrówkę szlakiem ZIELONYM wiodącym nas fragmentem zatłoczonej zazwyczaj Doliny Kościeliskiej.Rekompensatą za ten krótki spacer z tłumem w Dolinie są dla nas *redykołki wprost z Bacówki mijanej po drodze 😉

Przed nami krótka przerwa nad Potokiem Kościeliskim.
A dlaczego zapytacie?
To idealne miejsce do skonsumowania zakupionych chwilę wcześniej serków. ( baj de łej, zapach dymu z bacówki jest tak wspaniały, że siedzę i piszę i CZUJE go teraz nosem wyobraźni! 😉 )

Stąd już tylko kilka minut dzieli nas od skrętu w prawo na docelowy NIEBIESKI szlak, który rozpoczyna się na wprost Lodowego Źródła tuż obok Bramy Kraszewskiego.
Tu zaczyna się cisza i tylko przez chwilę słychać za nami echo rozmów tłumu, który zostawiamy w Dolinie Kościeliskiej … Początek usypanej kamyczkami dróżki, szybko przechodzi w wąską – niemalże dziką ścieżkę prowadzącą przez świerkowy las. Tylko szum wiatru i śpiew ptaków! Takie szlaki na wagę złota w sezonie 🙂

Niestety na zboczach, które mijamy obserwujemy wiele powalonych drzew. Runęły podczas okropnej wichury, która siała spustoszenie w 2013 roku. Szlak był nawet przez dwa lata całkowicie zamknięty dla ruchu turystów.

Po 1,5-2h spaceru ( niestety pod góreczkę, ale spokojnie nawet maluszki sobie świetnie poradzą ) docieramy na spadzistą łąkę zwaną Wyżnią Polaną Stoły. I tu zaczyna się prawdziwa magia gór! Siadamy na kocyku i jak w teatrze podziwiamy taniec chmur między górami, bawiący nas widzów jak na prawdziwym spektaklu…

Można wejść ciut wyżej 😉 Jednak dla nas trasa kończy się przy szałasach. Podziwiamy tu wspaniałe widoki od Giewontu przez Ciemniak po Bystrą,.
Dla dzieci to genialne miejsce do polegiwania na trawce, podjadania smakołyków i złapania oddechu, po dość trudnym podejściu. W razie niepogody trzeba jednak uważać. Ścieżki są bardzo obłocone i śliskie, a na pochyłej łące nietrudno zjechać w dół 😉  Ubłocone, przemoczone na pupie spodnie niech nie będą dla nas zaskoczeniem- warto mieć w plecaku zawsze ciuchy na zmianę dla Szogunów.

Na Polanie stało niegdyś kilkanaście szałasów. Dziś stoją trzy – wszystkie wpisane do rejestru zabytków. Są one jednymi z najlepiej zachowanych tatrzańskich szałasów. Charakterystyczną ich cechą są WIATERNICE- drewniane ramy położone na dachach, obciążone kamieniami. Mają one oczywiście chronić dachy przed wichurami.

Podziwiać i polegiwać można tak długo jak tylko pozwoli czas i pogoda. Nie trzeba się spieszyć w końcu w sezonie tam na dole czeka na nas tłum turystów, a tu na Hali…cisza i cisza i cisza i spokój… no dobra prawie spokój, bo przecież Szoguny zawsze znajdą powód do choćby mini sprzeczki- tym razem musiały się pokłócić o kawałek batonika 😉

Droga powrotna wiedzie dokładnie tym samym szlakiem, jakim dotarliśmy na Halę. Ale! Komu to przeszkadza skoro widoki nadal tak cudne!

Nasza Rada: jeśli będziecie korzystać z parkingu, dopytujcie dokładnie o ceny i nie szukajcie przy samym wejściu do Doliny, bo często okazuje się, że 50m dalej można zapłacić połowę ceny 😉

*redykołka potocznie „młodsza siostra oscypka”. Serek z niepasteryzowanego mleka owiec. W kształcie wrzeciona, zwierzątka lub ptaszka wyczytałam ostatnimi czasy w internetach- ale zajadamy od lat i jeszcze z ptaszkowym czy zwierzątkowym kształtem się nie spotkaliśmy . Dawniej redykołki wyrabiano z resztek sera, który zostawał po odciśnięciu oscypków, dziś są już tak popularną przekąską turystów, że robi się je niezależnie od innych wyrobów.

 

Udostępnij: