Przecudna spacerowa dolinka, jest bardzo często omijana na rzecz pobliskich Strążyskiej czy Kościeliskiej.
Kompletnie nie wiedzieliśmy od jakiego miejsca zacząć Wam opisywać Drodzy nasze podróżnicze przygody. Po zastanowieniu stwierdziliśmy zgodnie, że nie rozpoczniemy od opisu przygód z Pomorza z którego pochodzimy, ani też z Łodzi, w której mieszkamy… zaczniemy od miejsc, które skradły nasze serca i trzymają najmocniej! Ruszamy w Tatry! Dzisiaj zabieramy Was do magicznej Doliny Małej Łąki

Przecudna spacerowa dolinka, jest bardzo często omijana na rzecz pobliskich Strążyskiej czy Kościeliskiej, chociaż równie atrakcyjna. U wlotu doliny znajdują się parkingi zarówno TPNowski, jak i prywatny (tańsza opcja 😉 ). Możliwy jest też dojazd busikiem z Zakopanego, jednak trzeba liczyć się z tym, że przy samej dolince przystanku nie ma, więc na wstępie czeka nas jakieś 500m marszu wzdłuż ruchliwej ulicy. Jest też opcja, aby kierowcę busa poprosić, żeby zatrzymał się przy parkingu doliny, raczej nie ma z tym problemu- gorzej będzie złapać busa powrotnego.

Bilety wstępu do TPN kupione, pieczątki na pamiątkę wbite w książeczkę* -STARTUJEMY!

Pierwszy odcinek pokonujemy kierując się oznaczeniami dwóch szlaków NIEBIESKIEGO I ŻÓŁTEGO. Spacerując początkowym odcinkiem Doliny, możemy cieszyć oko i ucho: towarzyszy nam cudna zieleń lasu świerkowo-jodłowego i szum Potoku Małołąckiego. Dróżka jest bardzo dobrze przygotowana do dreptania zarówno dla zaprawionych starszaków, jak i początkujących maluszków. Spokojnym spacerkiem, trwającym około godzinki zbliżamy się do rozwidlenia…

Tutaj dwie możliwości:
Pierwsza: szlakiem żółtym kierujemy się na Polanę Małołącką.
Druga: szlakiem niebieskim kierujemy się na Przysłop Miętusi.

Dla nas zawsze opcja pierwsza jest zdecydowanie lepsza, ponieważ na Polanie oceniamy siły i chęci dzieci, wtedy decydujemy czy ruszamy dalej na Przysłop ( jest taka możliwość, wtedy wyżej wymienionym szlakiem niebieskim zejdziemy powrotnie do Doliny) czy wracamy. Zatem chwila oddechu, zerkamy na mapę koniecznie z dziećmi! Są zawsze zachwycone, kiedy potrafią już odczytać na mapie miejsce, w którym się znajdujemy i pokazać drogę, którą ruszamy dalej.

A więc zostawiamy na szlak niebieski i kontynuujemy wędrówkę szlakiem żółtym. Teraz czeka nas do pokonania najtrudniejszy odcinek dzisiejszej trasy- najbardziej pod górkę 😉 Jednak nagroda jaka czeka przy wejściu na Polanę jest warta tego wysiłku.
Dajemy słowo! Po kilku minutach wita nas wspaniała łąka!

Wiosną żółta od kaczeńców, później biała od gęsiówek, wreszcie różowa od rdestu… zimą biała jak chmurka … Zawsze jest tu pięknie! To idealne miejsce na dłuższą przerwę! Rozkładamy koc, wyciągamy prowiant. Tutaj pojemy, popijemy, poleżymy sobie na trawce wpatrując się w Wielką Turnie. Fajny gadżet, który szczególnie dzieciom sprawia ogromną frajdę – to lornetka. Obserwowanie malutkich ludzików wędrujących szczytami jest zachętą i motywacją do wędrowania w wyższe partie w przyszłości.

Kiedy już się zregenerujemy ( my rodzice oczywiście, bo Szogunom ani przez chwilę nie widzi się posiedzieć! Latają po łące ganiając się z motylkami, czy bawiąc w chowanego z konikami polnymi … ) ruszamy na krótki spacer do końca Polany.
Tam za zakrętem czeka nas kolejna wspaniała nagroda widokowa! Niesamowity Giewont widziany od tej strony zaskoczy Was swoim kształtem.

Na Polanie dawno, dawno znajdowała się mała osada pasterska. Dziś już nie ma niestety śladu po szopach i szałasach. Po nacieszeniu oczu, wracamy do początku Polanki – i albo ruszamy na Przysłop Miętusi, albo wracamy tą samą drogą, którą tu dotarliśmy 🙂 Są siły i chęci?! Są!

Ruszamy zatem w kierunku PRZYSŁOPU MIĘTUSIEGO czarnym szlakiem, którego start znajduje się przy wejściu na Polanę. Drepczemy 20 minut spacerkiem przez las z delikatnymi podejściami. Tutaj młodsze dzieci zachwyca zawsze bajka o smokach, które są magicznymi mieszkańcami tego lasu… a dlaczego u smokach? Sami zobaczycie, jak bardzo korzenie drzew wystających na drodze przypominają ślady łap magicznych stworzeń…

Na Przysłopie, kolejne ogromne łąki – na których można leżeć bez końca… Piękna panorama od Giewontu, przez urwiska Ciemnika i Krzesanicy po Kominiarski Wierch…

Ciężko się rozstać! Ciężko się zebrać, złożyć koc i ruszać z powrotem, kiedy takie widoki raczą nas z każdej strony. Ostatni spojrzenia i czas wracać, bo jutro przecież też jest dzień! prawda?

Nasza rada: zarówno do swojego jak i dziecięcego plecaka warto doczepić jakiegoś pluszowego przyjaciela! Ratuje z opresji w sytuacjach kryzysowych. U nas maskotki przy plecakach jak członkowie rodziny 😉

*pieczątki wbijane w książeczkę to wspaniały papierowy pamiętnik Szogunów, motywują i cieszą zarówno 4latkę jaki i 10latka. dobra, przyznajemy się 30latków też! 😉

Udostępnij: